absolwent.traugutt.net - Portal absolwentów gimnazjum i liceum im. R. Traugutta
Witamy, dzisiaj jest niedziela, 21. stycznia 2018.

Absolwenci-Einhorn Jerzy

absolwentImię i Nazwisko: Einhorn Jerzy
Mail: Nie określono
Rok matury: 1945
Klasa: a
Wychowawca: Jarosław Awgulewicz ( kl. H )
Data urodzenia: Ukryte
Miejsce urodzenia: Ukryte
Miejsce zamieszkania: Ukryte
Aktualny adres: Ukryte
Jerzy Einhorn (ur. 26 lipca 1925 w Częstochowie, zm. 28 kwietnia 2000 w Sztokholmie) – lekarz i polityk.



Pochodził z żydowskiej rodziny. Przeżywszy zagładę częstochowskiego getta, był więźniem obozu pracy Hasag-Pelcery. W 1945 zdał maturę w obecnym II LO im. R. Traugutta w Częstochowie i rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Łódzkim. Rok później przez Danię dotarł do Szwecji.



Przez kilkadziesiąt lat pracował w najbardziej prestiżowym centrum onkologicznym Szwecji – Radiumhemmet. Stworzył szwedzki system opieki społecznej; współdecydował, komu przyznać Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny. W latach 1991–1994 zasiadał w Riksdagu z ramienia chadecji. Był jedną z najbardziej popularnych osób publicznych w Szwecji. Swoje wspomnienia zawarł w książce Wybrany, aby żyć. Jego córką jest Lena Einhorn, reżyserka filmowa, autorka m.in. zrealizowanego w Polsce filmu Podróż Niny”



Jerzy Einhorn (ur. 26 lipca 1925 w Częstochowie, zm. 28 kwietnia 2000 w Sztokholmie) – lekarz i polityk.



Pochodził z żydowskiej rodziny. Przeżywszy zagładę częstochowskiego getta, był więźniem obozu pracy Hasag-Pelcery. W 1945 zdał maturę w obecnym II LO im. R. Traugutta w Częstochowie i rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Łódzkim. Rok później przez Danię dotarł do Szwecji.



Przez kilkadziesiąt lat pracował w najbardziej prestiżowym centrum onkologicznym Szwecji – Radiumhemmet. Stworzył szwedzki system opieki społecznej; współdecydował, komu przyznać Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny. W latach 1991–1994 zasiadał w Riksdagu z ramienia chadecji. Był jedną z najbardziej popularnych osób publicznych w Szwecji. Swoje wspomnienia zawarł w książce Wybrany, aby żyć. Jego córką jest Lena Einhorn, reżyserka filmowa, autorka m.in. zrealizowanego w Polsce filmu Podróż Niny”


Urodził się 1925 roku w Częstochowie. Syn Prokusa i Sary. W 1932 r. rozpoczął naukę w Prywatnej Szkole Zofii Wygórskiej-Folfasińskiej w Częstochowie, kontynuował ją w Gimnazjum im. R. Traugutta.
W latach 1940-1945, w czasie okupacji niemieckiej przebywał w getcie, był więźniem i niewolnikiem Hasagu Pelcery w Częstochowie. Skazany na zagładę w ramach akcji „Endlösung”.
W 1945 r. rozpoczął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Łódzkiego. Pod koniec 1945 r., wraz z grupą studentów, uzyskał stypendium na zajęcia laboratoryjne z chemii w Kopenhadze. Wyjechał do Szwecji, gdzie kontynuował studia medyczne na Uniwersytecie w Uppsali w latach 1947-1949. Dyplom lekarza medycyny otrzymał w 1954 r., po studiach w Karolińskim Instytucie w Sztokholmie.
W 1954 r. rozpoczął pracę jako stażysta w Szpitalu Domnarvets w Borlänge, a następnie w Sundsvall, Gy1e, Borlänge Vetlanda, Kalmarze oraz Radiumhemmet w Sztokholmie. W 1959 r. uzyskał tytuł doktora medycyny. W latach 1959-1961 służył w szwedzkiej armii jako porucznik. Był znanym lekarzem w Skandynawii, uznanym działaczem społecznym, laureatem wielu nagród, członkiem wielu organizacji i fundacji. Był walczącym orędownikiem w sprawach ochrony zdrowia, a także obrony chorych i słabych. Przez 25 lat uczestniczył w pracach komisji opiniującej kandydatury do nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Przez wiele lat był szefem Instytutu Radiumhemmet, jednego z najznakomitszych ośrodków rakowych na świecie. W latach 1991-1994 był posłem w Parlamencie Szwedzkim.
Dla Jerzego Einhorna Polska była krajem, do którego miał wielki sentyment, krajem, w którym się urodził, którego język, kultura były mu bliskie. Jest autorem książki „Wybrany, aby żyć”, w której - z tak długiej perspektywy czasu - wydobył z pamięci przerażające obrazy okupacji niemieckiej w Polsce. W stanie wojennym organizował transporty leków i sprzętu medycznego, kierowane, m.in. dla Szpitala Chirurgicznego im. L. Rydygiera w Częstochowie. Stworzył nowoczesny program leczenia nowotworów piersi, autor wielu publikacji naukowych w Szwecji i na świecie.
Zmarł w 2000 r. w Sztokholmie.

Przebieg pracy zawodowej:
1967-1992 profesor i dyrektor Departamentu Chirurgii Onkologicznej w Szpitalu i Instytucie Karolińskim
1969-1980 założyciel i pierwszy dyrektor Departamentu Radioterapii w Narodowym Szpitalu Kenyatta w Nairobi, Kenia
1975-1992 dyrektor Centrum Raka w Sztokholmie
1972-1973 prezydent Szwedzkiego Stowarzyszenia Radiologii Medycznej
1978-1981 prezydent Szwedzkiego Towarzystwa Radioterapii
1981-1 982 prezydent Europejskiego Towarzystwa Terapii Radiologicznej i Onkologicznej
1985-1988 prezydent Europejskiej Federacji Towarzystw Rakotwórczych
1986-1991 prezydent Oddziału Edukacji Europejskiej Organizacji Badań i Terapii Raka
1967-1992 członek Noblowskiego Zgromadzenia: wiceprzewodniczący (1983), przewodniczący (1984) Nagrody Nobla z Psychologii i Medycyny, członek zespołu badającego bilans Fundacji Nobla (1986-1988)

Inne pełnione funkcje:
• Autor 260 publikacji z zakresu badań onkologicznych i immunologicznych
• Doradca WHO i organizator badań państwowych nad rakiem w krajach Europy, Azji i Afryce,
• Przewodniczący Komitetu Paliatywnego Raka w Unii Europejskiej - 1990,
• Przewodniczący Komitetu Pediatrii Onkologicznej w Unii Europejskiej - 1990
• Wykładowca w: Uniwersytet Columbia - Nowy Jork, City of Hope NL Jacobs, Los Angeles, Fundacji Raka — Hamilton, Ontario, Royal College of Radiologists - London, UK, Princess Margaret Hospital - Toronto, Kanada, Uniwersytet Minnesota — USA,
• Redaktor Naczelny — Acta Oncologica 1994-2000,
• Członek Związku Pisarzy Szwedzkich 1997-1999

Odznaczenia:
• Medal Antoine Céclére Francuskiego Towarzystwa Radiologicznego
• Złoty Medal Towarzystwa Juan del Regato
• Złoty Medal Towarzystwa Gilbert Fletcher
• Złoty Medal Króla Karola XVI
• Złoty Medal Króla Gustawa
• Rycerz Orderu Północnej Gwiazdy
• Człowiek Roku 1998 – Sztokholm

Fragment z książki Jerzego Einhorna ,,Wybrany, aby żyć”
Od dnia wyzwolenia minął tydzień. Już kilka dni temu postanowiłem kontynuować naukę w gimnazjum im. Traugutta. Przed wojną uważano je w Częstochowie za najlepszą szkolę dla chłopców. Kiedyś również Sara marzyła o tym, że jej najstarszy syn pójdzie do tej szkoły, a ja myślałem o tym w obozie, kiedy zakuwałem ze szkolnych książek. Gimnazjum im. Traugutta nadal jest tam, gdzie było wcześniej, ale jedyną osobą, jaką tam spotkałem w czasie swoich codziennych wędrówek po szkołach, jest szkolny woźny - okazały, władczy mężczyzna w średnim wieku, który pod maską surowości skrywał dobrą duszę. Bo taki powinien być dobry woźny w dobrej szkole w Polsce.
Moje grzeczne, choć uparte wizyty w szkole budzą w końcu w woźnym pewną sympatię dla mojej osoby. Tak jak wcześniej podkreśla, że szkoła jest jeszcze zamknięta, że nie mogę się zapisać, ale mimo to wpuści mnie do nauczyciela, który prowadzi przygotowania do otwarcia szkoły, tak, że będę mógł w końcu obejrzeć sobie od środka pusty jeszcze budynek szkolny.
Mojego entuzjazmu nie gasi nawet to, że pomieszczenia w tej wymarzonej przeze mnie uczelni są zaniedbane. Takie zresztą są wszystkie pomieszczenia w GG za wyjątkiem tych, które używali Niemcy. Kilka razy wchodzimy po schodach, posuwamy się krętymi korytarzami, aż w końcu woźny wprowadza mnie do przytulnego pokoju. Jest tu pełno wygodnych mebli w dobrym stanie, wszystkie w ciemnym kolorze. Na dwóch ścianach wiszą portrety byłych rektorów szkoły, a na trzeciej wielka, biało czerwona polska flaga z orłem w koronie. Orzeł spogląda w dół na wielkie, ciemnobrązowe, polerowane biurko, na którym leżą równo poukładane stosy papierów. Za biurkiem siedzi starszy mężczyzna o ciemnych włosach, wśród których widać siwe nitki. Ma na sobie ciemny garnitur, który kiedyś mógł być elegancki, ale teraz jest już znoszony, białą koszulę i szary krawat. Sprawia wrażenie poważnego, ale uprzejmego.
Pierwszy nauczyciel, jakiego spotykam po wojnie, patrzy na mnie zmęczonym, trochę zaciekawionym spojrzeniem. Nie przedstawia się, mówi, że jest nauczycielem matematyki, że jesteśmy w przyszłym biurze dyrektora szkoły, ale dyrektor nie został jeszcze wyznaczony. Przemawia do niego moja gorliwość. „To niezwykłe, jak na nasze czasy”, dodaje. Powinienem jednak podejść do tego ze spokojem, poinformują, kiedy szkoła będzie otwarta i kiedy zaczną się zapisy nowych uczniów.
Kiedy go proszę, ogląda moje świadectwa, jest zaskoczony, kiedy widzi moją ostatnią cenzurę z Żydowskiego Gimnazjum. Mnie jednak bardziej interesuje jego opinia na temat nieformalnych, ręcznie wypisanych świadectw, jakie wystawiono mi w ciągu trzech lat wojny, kiedy chodziłem na tajne kursy. Nauczyciel mówi, że nie może teraz zająć żadnego stanowiska. Dodaje jednak, że na pewno wielu będzie takich, którzy przyniosą świadectwa z różnych nieformalnych kursów. Osobiście uważa, że takie świadectwa zostaną uznane, jeśli będą kompletne i podpisane przez kompetentnych nauczycieli, takich, jak moi. Mogę znowu przyjść do szkoły, ale nie wcześniej, niż za tydzień. Potrzeba czasu, żeby zebrać grono nauczycielskie, skompletować klasy i zorganizować naukę.
Wychodząc z pokoju spotykam woźnego, który czeka na mnie przy wyjściu ze szkoły i chce dowiedzieć się, co wynikło z mojej rozmowy z nauczycielem.
Gimnazjum Traugutta otworzy swoje podwoje ponad tydzień później; będzie wielu uczniów, są też wspaniali nauczyciele.
Ci, którzy chcieli w Polsce dostać się na wyższe studia, mogli po ukończeniu sześcioletniej szkoły podstawowej kontynuować naukę w czteroletnim gimnazjum, a potem w dwuletnim liceum, kończąc naukę maturą. Kiedy gimnazjum Traugutta wznowiło działalność, uznano moje świadectwa z tajnych kursów, na które uczęszczałem przez 3 lata. Mogę więc kontynuować naukę w klasie licealnej. Jednak uczniowie, którzy nie uczestniczyli w kursach organizowanych przez samą szkołę, informowani są, że nasza wiedza zostanie sprawdzona w trakcie bieżącej nauki i że w niektórych przypadkach przeniesienie uczniów z jednej klasy do drugiej będzie konieczne.
Pierwszy dzień w szkole po zakończeniu wojny, środa 31 stycznia 1945 roku. Jestem w mojej klasie, ubrany w marynarkę koloru kawy, którą znalazłem w magazynie przy ul. Garibaldiego. Mam też na sobie grube, szare spodnie. Ubrany jestem gorzej, niż moi koledzy w klasie. Pierwszy dzień rozpoczyna się od porannej modlitwy. Wstaję, jak wszyscy inni uczniowie, ale nic nie mówię, bo nie znam słów katolickich modlitw. Poza tym nie jest to moja modlitwa. Następnie wychowawca wyczytuje po raz pierwszy nasze nazwiska z dziennika.
Przy okazji wyczytywania nazwisk należy uzupełnić dane osobowe, których brakuje w rubrykach. M.in. podać swoje wyznanie, co w Polsce jest rzeczą obowiązkową. Większość uczniów jest wyznania katolickiego, jeden jest protestantem. Kiedy przychodzi kolej na mnie, wychowawca czy- ta głośno wyznanie wpisane w rubryce - „rzymski katolik”. „Nie” protestuję pewnym i wyraźnym głosem - „wyznanie mojżeszowe”. Przez chwilę wychowawca jakby zaniemówił, ale opanowuje się szybko i wpisuje moje wyznanie do dziennika, co oznacza, że jeden z jego uczniów w klasie jest Żydem. Wielu spośród uczniów patrzy na mnie niepewnym, zaciekawionym wzrokiem, ale nie dbam ani o to, że gapią się na mnie, ani o to, co moi przyszli koledzy z klasy myślą o tym, że będą mieć w klasie Żyda.
Zaczyna się dla mnie okres życia w charakterze pustelnika. Żyję w świadomej izolacji, muszę spotykać się z ludźmi z mojego otoczenia, ale nie staram się być zbyt uprzejmy. Moi rodzice traktują mnie z pobłażaniem, może nawet z sympatią, bo nie oglądając się na otoczenie, poświęcam cały wolny czas nauce. Jedyne, co mnie interesuje, to nauczyciele i szkoła.
Niewiele śpię, jem szybko, kiedy mam czas, mogę wstać i uczyć się w środku nocy, żeby potem znowu położyć się na chwilę, zanim rano pójdę do szkoły. Sara jest zawsze w gotowości, cicho i z poświęceniem pomaga mi w wielu praktycznych rzeczach, tak, że sam nie muszę się o nic martwić. Jej cierpliwość nie zna granic, chociaż jednocześnie nie zapomina o swoich sprawach.
Nauczyciele zauważyli, że moja wiedza jest nierówna, ale w wielu przedmiotach góruję nad resztą klasy. Jestem jednym z tych uczniów, których nasz wychowawca wzywa do swojego gabinetu na rozmowę. Dopiero wtedy opowiadam o swoich przejściach z podręcznikami w małym getcie i w obozie. Na jego prośbę przynoszę następnego dnia do szkoły swoje stare książki z obozu. Wychowawca szybko ogląda poniszczone strony pełne podkreśleń, notatek i moich własnych komentarzy, poczynionych ołówkiem kopiowym, stawia kitka pytań i mówi, że jeszcze wróci do sprawy.
Tak, jak nauczyciele przewidzieli wcześniej, wielu uczniów trzeba przenieść do innej klasy, bo już wiadomo, jaką wiedzą dysponują. Sporo z nich przechodzi do niższych klas. Mnie nasz wychowawca znów wzywa do swojego gabinetu. Mówi, że w zgodnej opinii ciała pedagogicznego mam wyższą wiedzę niż ta, jaka potrzebna jest dla poziomu mojej klasy. Pytają też, czy chciałbym się przenieść do drugiej klasy liceum. Dodaję, że czeka mnie wiele pracy, bo moja wiedza jest nierówna. Czy chcę się nad tym zastanowić? Nie, nie potrzebuję czasu na zastanowienie i już tydzień po rozpoczęciu szkoły przechodzę do ostatniej klasy liceum.
Awans do wyższej klasy to dla mnie wyzwanie, kieruje inną chęć odniesienia sukcesu, przez co gonię za coraz lepszymi ocenami. Kiedy nie śpię albo nie jestem zajęty jedzeniem, spędzam czas w szkole albo przy domowym biurku, z książkami leżącymi na podłodze w nieładzie, w którym tylko ja mogę się zorientować, bo nic innego mi nie potrzeba.
Rok szkolny w gimnazjum Traugutta rozpoczął się pod koniec stycznia 1945 r. Żebyśmy zdążyli z całym materiałem, kierownictwo szkoły postanowiło, że nie będzie ferii. Pracujemy ciężko przez cały semestr z wyjątkiem niedziel, a egzamin wyznaczono nam na połowę września. Dzięki temu szkoła, a wraz nią my, absolwenci, zdążymy z materiałem, a rok szkolny ukończymy zanim zacznie się kolejny rok szkolny i zajęcia na uniwersytecie.
To chyba ja jestem najbardziej zaskoczony spośród wszystkich uczniów w klasie, kiedy zostaną nam wręczone świadectwa ukończenia szkoły, ale Marysia Lewicka mówi, że zawsze wiedziała, że dostanę najlepsze świadectwo. Moi rodzice są niezmiernie dumni, kiedy w czasie uroczystości zakończenia roku szkolnego, która odbywała się w kościele, wygłoszę tradycyjną mowę dziękczynną dla naszej Ałma Mater i dla całego grona pedagogicznego.
Mimo moich nieprzyjemnych doświadczeń w szkole Zofii Wygórskiej-Folfasińskiej, udało mi się na koniec dostać do Gimnazjum im. Traugutta, a na dodatek otrzymałem najlepsze świadectwo maturalne. Chociaż jestem Żydem, otworem stoi dla mnie droga na każdy uniwersytet i na każdy kierunek. Lecz żeby do tego doszło, potrzebna była wojna wraz ze wszystkim, co ze sobą niesie.
To oczywiste, że czasami rozmyślam nad tym, jak potoczyłoby się moje dalsze życie, gdybym nie musiał doświadczyć wojny w kraju okupowanym przez Niemców albo realizowanej przez nich polityki zagłady mojego narodu. Nikt tego nie wie, a tego typu spekulacje są właściwie nie celowe. Nie można jednak czasami powstrzymać się od takich myśli.
Kiedy zaczynała się wojna, byłem lekkomyślnym samochwałą, niedojrzałym, młodym mężczyzną, którego nie interesowało przyszłe wykształcenie, no może z wyjątkiem ostatniego roku szkolnego przed rozpoczęciem wojny. Żyłem dniem codziennym, interesowały mnie głównie przyjemności. Prawdopodobnie udałoby mi się w końcu dojrzeć, nawet gdybym nie musiał doświadczać okropieństw wojny, jak to przewidywał mój ojciec Pinkus. Jestem jednak przekonany, że mój nader ambitny, prawie że patologiczny głód wiedzy, który napędzał mnie w czasie wojny i wiele lat po wojnie, nie dotknąłby mnie w takim stopniu, gdyby nie wyniszczające doświadczenia wojny, które stały się także moim udziałem.

Źródło: Janusz Kołodziejski-TRAUGUCIACY Bardowie Tradycji

Dodaj dane tego absolwenta

Dodaj własny komentarz







Przepisz kod z obrazka:



Copyright© 2007 absolwent.traugutt.net