absolwent.traugutt.net - Portal absolwentów gimnazjum i liceum im. R. Traugutta
Witamy, dzisiaj jest piątek, 19. stycznia 2018.

Absolwenci-Talarek Roman

absolwentImię i Nazwisko: Talarek Roman

Mail: Nie określono
Rok matury: 1932
Klasa: a
Wychowawca: Bronisław Łaba
Data urodzenia: Ukryte
Miejsce urodzenia: Ukryte
Miejsce zamieszkania: Ukryte
Aktualny adres: Ukryte

Do Gimnazjum im. R. Traugutta w Częstochowie został przyjęty we wrześniu 1923 roku i zdawał w maju roku 1932 gimnazjalny zwyczajny egzamin dojrzałości typu humanistycznego wobec Państwowej Komisji Egzaminacyjnej, powołanej przez Kuratorium Okręgu Szkolnego Krakowskiego pismem z dnia 29 marca 1932 roku.
Świadectwo dojrzałości otrzymał 30 maja 1932 roku.<
Jest to postać niezwykła. Był kapitanem wojsk polskich, działaczem społecznym , następnie emigrantem i wydawcą „ Tygodnika Polskiego ” ( wcześniej ukazywał się jako „ Tygodnik Katolicki” ), aktor i śpiewak.
Urodził się 31 stycznia 1913 roku ( podana data widnieje w księgach wieczystych Urzędu miasta w Grodzisku Mazowieckim ) w Jordanowicach koło Grodziska Mazowieckiego jako Roman Talarek. Jego rodzicami byli Helena z domu Grentz i Leopold Talarek. Matka była szwaczką, która zbierała literaturę, ojciec był piekarzem. W swoich wspomnieniach Roman Gronowski pisze : „ nauczyłem się niesamowicie wcześniej czytać. Jako ośmio –dziewięcioletni szczeniak połykałem książki. Z uchem czujnie nastawionym w stronę drzwi, z nosem utkwionym w szufladzie matczynej komody, połykało się wielkimi haustami literaturę od „ Hrabiego Monte Christo ” aż po „ Ogniem i mieczem ”. „. Początkowo mieszkali na Rynku Wieluńskim. Zawsze w każdą niedzielę wspólnie całą rodziną udawali się na msze święta do częstochowskiej katedry. We wrześniu 1923 roku podjął naukę w Gimnazjum im. R. Traugutta. Od samego początku był uczniem pilnym, choć na świadectwie ukończenia szkoły w większości wystawione są oceny dostateczne. Na końcowe oceny miała wpływ sytuacja rodzinna. Gdy miał piętnaście lat zmarł ojciec, a w wieku dwudziestu lat matka. W tym czasie mieszkał w bursie Towarzystwa Dobroczynności przy ulicy Dąbrowskiego. Świadectwo ukończenia otrzymał 31 maja 1932 roku. Po ukończeniu gimnazjum pełnił służbę wojskową w 21 pułku piechoty. W roku 1933 ukończył podchorążówkę rezerwy w Zambrowie, a dwa lata później w 1935 Szkołę Podchorążych Piechoty w Ostrowie Mazowieckiem Po jej ukończeniu otrzymał przydział do 10 pułku piechoty w Łowiczu. Tuż przed wybuchem wojny w marcu 1939 został mianowany na stopień porucznika. W lipcu został skierowany do Korpusu Ochrony Pogranicza. We wrześniu 1939 walczył z tą jednostką w rejonie Zwardonia – Milówki – Węgierskiej Górki – Żywca. W tym czasie dowodził I plutonem 2 kompanii strzeleckiej. Po zajęciu przez Niemców Żywca ewakuował się wraz z tymczasowym dowodem osobistym jako Marek Byskowski ( nazwisko sołtysa wsi Lipowa ) do Warszawy. W stolicy w 1941 podjął na tajnych kompletach studia na wydziale politycznym w Szkole Nauk Politycznych. Następnie studiował także na wydziale nauk ekonomicznych i prawnych Wolnej Wszechnicy Polskiej. Oprócz intensywnej nauki prowadził działalność konspiracyjną ( znany był pod pseudonimami : „ Marek”, „ Urwis ” i „ Gronowski ” – stąd przyjął potem to nazwisko ), brał lekcje śpiewu u profesor Parczewskiej.
W działalności konspiracyjnej początkowo należał do Związku Walki Zbrojnej, od lutego 1940 aż do wybuchu Powstania Warszawskiego walczył w strukturach Armii Krajowej. Należał do komórki wywiadu Komendy Warszawskiego Okręgu AK na terenie Ochoty. Tam pełnił równocześnie obowiązki oficera informacyjnego obwodu Ochota. Mianowany został na stopień kapitana. Po upadku Powstania Warszawskiego dostał się do niewoli w Stalagu XB Sandbostel ( barak 54 ) i otrzymał numer ewidencyjny 224631. 10 kwietnia 1945 ewakuowano obóz. 21 kwietnia jeńcy dotarli do przedmieść Lubeki. Następnie zostali przetransportowani do Ulsburga. Jesienią 1945 przedostał się do Belgii, gdzie rozpoczął studia w Ośrodku Studiów polskich. Od państwa belgijskiego otrzymał stypendium w wysokości 2000 franków. W czasie studiów był w wyjątkowy sposób zaangażowany w pracę społeczną, i tak był wiceprezesem Bratniej Pomocy Studentów Polskich w Belgii, członkiem Komitetu Organizacyjnego belgijskiego Koła AK. Pracy społecznej poświęcał zbyt dużo czasu, dlatego chcąc pogodzić ją z nauką , przeniósł się na wieczorowe wykłady do Instytutu Dziennikarskiego. W następnym roku z trudem studiował na obu uczelniach. Wreszcie w marcu 1947 jako uczestnik pierwszego zjazdu byłych żołnierzy AK wyjechał do Londynu. Po powrocie do Belgii prowadził referat osiedleńczy w Związku Polskiego uchodźctwa Wojennego. W tym czasie 8 listopada 1947 w kościele Św. Augusta w Brukseli zawarł związek małżeński z Irena Otto. W następnych miesiącach prowadził Klub polski w Brukseli. Ze względu na niemożliwość znalezienia pracy w charakterze dziennikarza podjął kurs stolarstwa. Oczekiwał początkowo, że kurs będzie przydatny do pracy w Brazylii bądź w Kanadzie. W oczekiwaniu na wyjazd zaangażował się w pracę w służbie Wojskowej Komórki Krajowej Sztabu Głównego. Ostatecznie 18 września 1950 wraz z zona opuścili Europę na włoskim statku „ Liguria” i popłynęli do Australii. Tutaj zostali skierowani do obozu emigrantów w Bonegilli. W maju przenieśli się do Sydney. W mieście tym zaczął pracować w tartaku, natomiast żona w szpitalu. Wkrótce jednak z pomocą Konsula RP w Sydney Dunina – Karwickiego objął stanowisko redaktora w polonijnym tygodniku „ Wiadomości Polskie ”. Ich wspólnie redagowany pierwszy numer ukazał się 7 lutego 1954 roku. Jednak współpraca szybko się zakończyła. Gronowski podjął działalność w Polskim Kole Kulturalno – Artystycznym w Sydney. W roku 1955 powstał zespól teatralny, którym kierował Leopold Muszkat. Gronowski Roman okazało się, że jest świetnym aktorem. Zagrał w kilkunastu spektaklach, między innymi Chopina w „ Lato w Nohant ”, Stańczyka w „ Weselu ” i wielu innych. Na przełomie grudnia i stycznia 1957 / 58 roku wystąpił na Festiwalu Teatralnym w Nowej Zelandii. Jednak zmiana miejsca zamieszkania, czyli przeprowadzka do Melbourne pokrzyżowała te plany. W listopadzie 1960 został mianowany na współredaktora „ Tygodnika Katolickiego ”.W tym czasie jego żona Irena wyjechała na dwa lata do Europy, po powrocie mieszkała jeszcze dwa lata w Melbourne i ostatecznie wyjechała do Wielkiej Brytanii, nie wracając już nigdy do Australii. Roman Gronowski został sam. Współredagowany tygodnik zmienił nazwę na świecką czyli na ” Tygodnik Polski ”.
W maju 1966 Gronowski odbył pierwszą podróż do Europy od czasu zakończenia wojny. Jako delegat Australii reprezentował ten kraj w Światowym Zjeździe Polski Walczącej w Londynie. Następnie podczas pobytu w Paryżu został zaproszony na spotkanie przez Jerzego Giedrojcia. Po powrocie do Melbourne zaczęły się pierwsze poważne kłopoty zdrowotne. W odstępie krótkiego czasu z 5 na 6 lipca nastąpiły dwa ataki serca.
Po wyjściu ze szpitala zajął się dalszym redagowaniem „ Tygodnika Polskiego”, starał się nadać mu charakter niepodległościowy. W szybkim czasie wzrosła poczytność tego pisma, wobec tego zaczęto dodrukowywać dodatki m.in. „ Polak w Adelajdzie ” czy „ Margines ”.
W tym czasie planował powrót do Europy, a konkretnie do Londynu, jednak zdrowie pokrzyżowało mu te plany. Efektem kłopotów zdrowotnych był niedowład prawej nogi. Zaczął chodzić wolno przy pomocy laski. Plany powrotu do Europy uważał wciąż za realne. W sierpniu 1971 roku wysłał list do Monachium do redakcji Radia Wolna Europa z zapytaniem o zatrudnienie go w niej. Jan Nowak Jeziorański odpisał natychmiast zapraszając do Monachium do pracy. Rozważając decyzję co do dalszych swoich losów przygotowywał wraz z redakcją obchody dwudziestolecia ukazywania się „ Tygodnika ”. Zamiary te przerwał kolejny atak serca 12 lipca 1974 roku. Ataku tego nie przeżył. Pochowany został 19 lipca 1974 roku na Melbourne General Cemetery w dzielnicy North Carlton.

Biogram napisał Cieślak Aleksander na podstawie książki „ Listy z Australii Romana Gronowskiego” autorstwa Bogumiły Żongłłowicz.

Roman Gronowski, jak pisze jego biograf Bogumiła Żongołłowicz,

urodził się 31 stycznia 1913 r. w Jordanowicach koło Błońska jako

Roman Talarek; nazwisko zmienił oficjalnie 21 września 1960 r.

Ukończył Państwowe Gimnazjum im. Romualda Traugutta w Częstochowie, a
następnie Szkołę Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej.
Kampanię wrześniową odbył w szeregach batalionu "Berezwecz" Korpusu
Ochrony Pogranicza. Podczas okupacji przebywał w Warszawie pod
nazwiskiem Marek Byskowski i już od 1939 r. brał udział w pracy
konspiracyjnej. W szeregach AK otrzymał stopień kapitana. Brał udział
w Powstaniu Warszawskim. Wzięty do niewoli do kwietnia 1945 r.
przebywał w Stalagu XB Sandbostel (Niemcy).
Po wojnie przebywał w Belgii, gdzie studiował w Ośrodku Wyższych
Studiów Polskich oraz ukończył dwuletni Instytut Dziennikarski w
Brukseli. W 1947 r. brał udział w pierwszym zjeździe byłych żołnierzy
AK w Londynie. Współpracował z polską prasą w Belgii i Londynie oraz
starał się zaistnieć w prasie belgijskiej. Nie mając jednak szans
zostania dziennikarzem w Belgii i nie mając chęci pozostania w tym
kraju, w 1949 r. zapisał się na kurs stolarstwa, zorganizowany przez
International Refugee Organisation (IRO) w ramach akcji readaptacyjnej
i zapisał się na emigrację z Europy.
W grudniu 1950 r. przybył do Australii wraz z żoną Ireną (ślub
odbył się 8.11.1947). Pracował w tartaku. Udzielał się także
społecznie: w 1952 r. był współzałożycielem Koła AK w Sydney i
członkiem zespołu teatralnego Polskiego Koła Kulturalno-Artystycznego.
W lutym 1954 został redaktorem ukazujących się w Sydney "Wiadomości
Polskich", wydawanych przez Związek Polski w Nowej Południowej Walii
(Sydney). "Po półtorarocznej współpracy, która nie układała się zbyt
harmonijnie, Gronowski złożył rezygnację" (Bogumiła Żongołłowicz
"Roman Gronowski. Życiorys mało znany", Kurier Zachodni, lipiec 2004).
Pracował w drukarni australijskiej. W listopadzie 1960 r. został
współredaktorem "Tygodnika Katolickiego" w Melbourne (redaktorem i
właścicielem był ks. Konrad E. Trzeciak), a od stycznia 1961 r.
właścicielem i wydawcą pisma.
W archiwum Studium Historii Australijskiej (kier. Marian Kałuski)
jest oryginalna kopia dokumentu prawnego, podpisanego między ks.
Konradem Edmundem Trzeciakiem z jednej strony a Romanem Gronowskim i
jego żoną Ireną Gronowską z drugiej strony w sprawie sprzedaży
"Tygodnika Katolickiego" przez ks. Trzeciaka i jego kupna przez
Gronowskich. Umowa sporządzona przez firmę adwokacką L'Estrange &
Kennedy w Richmond została podpisana 10 marca 1961 r. przy świadkach:
ks. Józefie Janusie i dyrektorze drukarni Polpress, Stanisławie
Jandzisie. Gronowskich to "kupno" nic nie kosztowało. Musieli jedynie
zapłacić ks. Trzeciakowi 622 funty i 10 szylingów za urządzenia
redakcji. Ale za to ks. Trzeciak zrzekał się wszelkich należności,
należących mu się za nieuregulowane do końca 1960 roku rachunki za
wydrukowane ogłoszenia w "Tygodniku Katolickim" (kilkaset funtów). W
praktyce Gronowscy otrzymywali gazetę za darmo. W liście z 11
października 1964 r. ks. Trzeciak pisał: "Kiedy załatwiałem sprawę u
adwokata, ten był przekonany, że z mym rozumem czy sądem coś nie w
porządku, bo oddaję 'a going concern' i jeszcze dopłacam. Chodziło mi,
czego Australijczyk zrozumieć nie mógł, o dalsze istnienie pisma".
Krakowski historyk Jan Lencznarowicz w swej pracy "Prasa i
społeczność polska w Australii 1928-1980" (Kraków 1994) pisze, że
Gronowski "zadbał o podniesienie poziomu pisma i ożywienie jego
treści, rozszerzył także krąg poruszanych zagadnień". Pismo stało
niezachwianie na pozycjach niepodległości kraju i walki z komunizmem.
Jednocześnie rejestrowało i stymulowało oraz cementowało działalność
narodowo-społeczno-kulturalną Polaków w Australii. W okresie jego
redagowania z pismem współpracowało w różnych latach wielu polsko-
australijskich dziennikarzy, działaczy politycznych, społecznych i
oświatowych, a wśród nich z Melbourne: Andrzej Chciuk, Andrzej
Chyczewski, Jerzy Dobrostański, Andrzej Gawroński, Irena Gronowska,
Marian Kałuski (pisał pod pseudonimem Marian Soroka i pod swoim
nazwiskiem), Jerzy Łęczycki, Stefan Nowicki, Tomasz Ostrowski, Lech
Paszkowski, Stanisław Różycki, Barbara Schenkel; z Sydney: Eugeniusz
Bajkowski, Maria Boniecka, Jerzy Goebel, Bolesław Korpowski, Ryszard
Krygier, ambasador Alfred Poniński (cotygodniowy komentarz
polityczny), Tadeusz Targ; z innych miast Australii: Krystyna
Gwizdałła (Brisbane), Eugeniusz Stuligłowa (Brisbane), Stanisław
Weging (Adelajda), Jerzy Malcharek (Hobart), Ludwik Kruszelnicki
(Wollongong), Adam Nasielski (Cooma), Zbigniew Jasiński (Griffith),
Władysław Romanowski (Adelajda). Niektórzy z nich współpracowali z
pismem dłużej, większość jednak miała wydrukowanych kilka czy
kilkanaście tekstów. Spoza Australii pisali od czasu do czasu: Józef
Garliński, Janusz Kowalewski, Stanisław Zadrożny - wszyscy z Londynu
oraz Jerzy Steinmetz (Nowa Zelandia), Wojciech Grabowski (Kongo),
Stefan Korboński (USA) i Józef Łobodowski (Hiszpania).
"Tygodnik Katolicki" założył ksiądz i pismo miało oblicze
katolickie. Z początku Gronowski drukował "Ewangelię na co dzień", a z
pismem współpracowali księża: Konrad Edmund Trzeciak (w pierwszym
okresie), Józef Janus, Marcin Chrostowski - wszyscy z Melbourne oraz
Władysław Lisik (Gippsland) i Lucjan Jaroszka (Geelong). Jednak z
każdym następnym rokiem gazeta, redagowana przez osobę świecką i
wydawana dla zysku, zatracała charakter pisma katolickiego. "Tygodnik
Katolicki" stawał się prawie wyłącznie pismem polityczno-społecznym
emigracji polskiej. Melbourne było wówczas największym w Australii
skupiskiem Żydów polskich i red. Gronowski chciał pozyskać ich jako
prenumeratorów i ogłoszeniodawców. Stąd przestała się ukazywać
"Ewangelia na co dzień", a od 1965 roku pismo zaczęło się ukazywać pod
nowym tytułem "Tygodnik Polski". Byłem wówczas sekretarzem redakcji i
wiem, że motyw tego posunięcia był czysto ekonomiczny. Red. Gronowski
miał na ogół bardzo poprawne stosunki z księżmi polskimi i z ich
aprobatą dokonał zmiany tytułu pisma.
Bodajże ostatnią próbą przywrócenia choć w części katolickiego
charakteru pismu była inicjatywa księży polskich, głównie ks. Lucjana
Jaroszki, wydawania dodatku do "Tygodnika" pod tytułem "Sprawy
Duszpasterskie". Fiasko tej inicjatywy (za duże koszta) jak i chęć
posiadania przez chrystusowców pracujących w Australii własnego pisma
przyczyniły się do założenia w lipcu 1968 r. "Przeglądu Katolickiego",
który ukazuje się po dziś dzień.
Lencznarowicz pisze, że nakład "Tygodnika Katolickiego" -
"Tygodnika Polskiego" wzrósł z 3000 w 1960 r. do 4000 w 1963 r.
Tymczasem nakład "Tygodnika" bodajże nigdy nie przekroczył 3500
egzemplarzy. Do 3400 egzemplarzy drukował ks. Trzeciak i 3200
Gronowski, z tym, że w 1974 r. sprzedawanych było zaledwie 2500
egzemplarzy. Resztę wysyłano za darmo jako egzemplarze okazowe (np. na
statki, na których płynęli wówczas Polacy do Australii - do pierwszego
portu australijskiego Freemantle; w ten sposób także i ja zapoznałem
się z "Tygodnikiem"), do byłych prenumeratorów i ponad 100 egzemplarzy
do bibliotek i znajomych. Wszelkie inne liczby odnośnie nakładu pisma
są po prostu nieprawdziwe.
Spadek nakładu pisma nie miał nic wspólnego z jego poziomem.
Uważam, że red. Gronowski był najlepszym redaktorem "Tygodnika
Katolickiego/Polskiego" spośród wszystkich dotychczasowych. Był bardzo
inteligentny i miał, jak się to mówi, żyłkę do redagowania. W każdy
numer pisma wkładał całe swe serce. Widziałem to na własne oczy; cieszył się jak dziecko z każdego udanego metrampażu. Widać było, że
gazeta jest w rękach fachowca. Przygotowując mnie na swego następcę
zrobił ze mnie nie tylko dziennikarza, ale i redaktora (plus kurs
dziennikarski).
Lencznarowicz w wyżej wspomnianej pracy o prasie polskiej w
Australii pisze także, że "Sytuacja finansowa pisma na początku lat
siedemdziesiątych pogorszyła się. Inflacja, wzrost o 300-400% taryfy
pocztowej dla gazet obcojęzycznych nie wydawanych przez organizacje,
likwidacja zniżek w opłacie pocztowej dla gazet zarejestrowanych i
coraz wyraźniej kurczący się krąg czytelników z powodu starzenia się
Polonii - wszystko to przysparzało trudności w wydawaniu
'Tygodnika'...". Jest w tym duża przesada. Przychody przedsiębiorstwa
"Tygodnik Polski" - "Typol Press" były dużo większe od rozchodów.
Drukarnia "Typol Press" przynosiła znaczny dochód i egzystencja pisma
za red. Gronowskiego nigdy nie była zagrożona.
Krakowski historyk dał się poznać jako dobry znawca dziejów
Polonii australijskiej, a szczególnie prasy polskiej w Australii.
Analizując głębiej działalność red. Gronowskiego pisze: "Tygodnik
Polski pod redakcją Romana Gronowskiego nie unikał angażowania się w
życie polityczne i społeczne Australii i środowisk polonijnych. To,
jak również krytyki kierowane pod adresem osobistych przeciwników
redaktora, prowadziło niejednokrotnie do konfliktów ze środowiskami i
organizacjami polskimi, w tym Prezydium RNPOwA (Rady Naczelnej
Polskich Organizacji w Australii - M.K.), z Federacją Polskich
Organizacji w Wiktorii, z częścią Polonii adelajdzkiej skupionej wokół
ks. Tadeusza Miksy, do napięć z innymi gazetami polskimi, a także do
rozejścia się, niekiedy nie na długo, z niektórymi współpracownikami".
I dodaje: "Tygodnik Katolicki/Polski większość dyskusji umieszczał w
dziale 'Fakty, opinie, komentarze', lecz R. Gronowski (...) nigdy nie
pozostawiał tekstów, z którymi się nie zgadzał, bez komentarza. Ich
publikacja zdaje się być raczej pretekstem do rozprawienia się
redaktora z prezentowanymi poglądami lub ich autorem". Najgłośniejszą
była bezpardonowa walka Gronowskiego ze znanym pisarzem polskim
mieszkającym w Australii, Andrzejem Chciukiem, toczona na łamach
pisma, a którą czytelnicy "T.K." przezwali "chciukinadą".
Również jako pracodawca Gronowski był bardzo ciężki. Stąd co kilka
miesięcy (do 1969 r.) zmieniały się sekretarki administracji. Nie
potrafił utrzymać mnie na stanowisku sekretarza redakcji (byłem
jedynym w całej historii pisma sekretarzem redakcji; powróciłem do
współpracy z Gronowskim w 1972 r.). Odchodzili także po krótkim czasie
jego stali pomocnicy w redagowaniu pisma: Czesław Małecki, Bolesław
Korpowski i Olgierd Zagórowski. Nawet redaktor paryskiej "Kultury",
Jerzy Giedroyć, napisał w 1994 roku (z okazji 20 rocznicy śmierci red.
Gronowskiego): "Przez szereg lat byłem w częstym kontakcie z Romanem
Gronowskim. Współpraca z nim była bardzo trudna i często dochodziło
między nami do nieporozumień...".
Natomiast kolega Gronowskiego z Armii Krajowej, jego bliski
znajomy w Australii i współpracownik "Tygodnika Polskiego", Zbigniew
Jasiński, tak o Gronowskim napisał w swoim o nim wspomnieniu
pośmiertnym: "...Dał mi się poznać jako człowiek trudny, jako redaktor
despotyczny: pismo swe prowadził po swojemu, czym przysporzył sobie
nie tylko wielu zasług bezspornych, bo także, tu i ówdzie, niechęci
osobistych" ("Tygodnik Polski" 10.8.2004).
Jasiński oddał jednocześnie hołd naprawdę zasłużonemu dla Polonii
australijskiej człowiekowi pisząc: "Tym spośród nas, tym nielicznym,
którym trudno było pogodzić się z pewnymi cechami 'Tygodnika',
chciałbym tu przypomnieć cechę najważniejszą, najbardziej istotną, w
cień usuwającą wszystko inne: Oto pismo trwało i rosło pod twardą ręką
Romana Gronowskiego, prowadził je zawsze żywo i zawsze ciekawie,
zawsze z werwą i czujnością urodzonego publicysty, aż stało się
przyjacielem wszystkich ognisk polskich w Australii. Zdecydowana
postawa Redaktora wobec reżymu umacniała nas, przestrzenią odcięci od
własnych środowisk, mogli poprzez "Tygodnik" czuć się tym bardziej
synami polskiej wspólnoty...".
Red. Roman Gronowski został pośmiertnie odznaczony przez rząd
polski w Londynie Złotym Krzyżem Zasługi. Jako gorący patriota,
niepodległościowiec i zasłużony redaktor na to odznaczenie całkowicie
sobie zasłużył.

autor notki : Marian Kałuski

biogram udostępnił : Pawlikowski Janusz

Dodaj dane tego absolwenta

j.pawlikowski Dodano: 2007-09-24 20:45

Patrz: GRONOWSKI Roman (pod tym nazwiskiem znany był R. Talarek). Zamieszczona tam biografia wskazuje, że nie zginął w powstaniu warszawskim.
Dodaj własny komentarz







Przepisz kod z obrazka:



Copyright© 2007 absolwent.traugutt.net