absolwent.traugutt.net - Portal absolwentów gimnazjum i liceum im. R. Traugutta
Witamy, dzisiaj jest wtorek, 16. stycznia 2018.

Absolwenci-Rozanow Sławomir

absolwentImię i Nazwisko: Rozanow Sławomir

Mail: Nie określono
Rok matury: 1950
Klasa: c
Wychowawca: Teodor Kusznir ( kl. P )
Data urodzenia: Ukryte
Miejsce urodzenia: Ukryte
Miejsce zamieszkania: Ukryte
Aktualny adres: Ukryte
Zdał egzamin dojrzałości według programu wydziału matematyczno - fizycznego. Świadectwo maturalne otrzymał 27 maja 1950 r.



A oto nadesłany biogram wraz ze wspomnieniem :

,, Done eris felix
multor numerobis amicos,
tempora si fuerint nubilasolus eris”

Urodziłem się w 1932r. na terenie byłego województwa poleskiego, w powiatowym miasteczku Prużana liczącym 15tyś. Mieszkańców, zamieszkanym głównie przez ludność polską. Miało ono stary rodowód, gdy zostało założone przez królową Bonę, o czy między innymi świadczył jego herb, zawierający godło Sforzów( wąż połykający dziecko). Prużana leży w tych stronach, gdzie urodził się i wychował a następnie walczył z wojskami carskimi patrn naszej szkoły – Romuald Traugutt. Obecnie moje rodzinne miasto znajduję się odległości 40km na wschód od granicy wyznaczonej w Jałcie. W tejże Prużanie ukończyłem pierwszą klasę szkoły powszechnej, przy czym muszę się pochwalić, że moim nauczycielem religii był obecny kardynał rzymsko-katolicki metropolita Białorusi, ksiądz Kazimierz Światek. Tu warto powiedzieć, że ma on odpowiednie kwalifikacje, bo za patriotyczną działalnośc przez 4 lata był więźniem kolejno sowiecko - niemiecko-sowieckim, a następnie przez 10lat osadzony w Gułagu. Po wybuchu wojny, ojciec zmobilizowany w 1939r. dostał się do Francji a potem do Anglii, zaś my- tzn. matka, siostra i ja- znaleźliśmy się pod okupacją sowiecką. Na początku 1940r. otrzymaliśmy sygnał na liście wywózki na Syberię. Po różnych perypetiach prawie cudem udało nam się uciec, tzn. do Generalnej Guberni, gdzie po miesięcznej tułaczce dzięki dobrym ludziom zaczęliśmy jakoś egzystować w Terespolu nad Bugiem- też nad granicą niemiecko-sowiecką. Tam ukończyłem szkołę podstawową, a w 1945r.- pierwszą klasę nowo otwartego gimnazjum. W listopadzie 1945r. krewno ściągnęli nas do Częstochowy, gdzie zostałem uczniem gimnazjum i liceum im. Romualda Traugutta, w klasie gimnazjalnej 2b poziom nauczania i wymagania był znacznie wyższy, niż w gimnazjum terespolskim i z miejsca na półroczne świadectwo złapałem dwie dwóje. Ale się „zaparłem” i na koniec drugiej klasy podciągnąłem się na czwórki. Później nie miałem większych kłopotów i aż do małej matury 1948 r. byłem uczniem czwórkowym, a może nawet trochę lepszym , choć nie prymusem.
Tzw. Mała matura była zakończeniem nauki w czteroletnim gimnazjum, po niej można było przejść do dwuletniego liceum ogólnokształcącego z różnymi profilami nauczania. U nas była klasa : humanistyczna, matematyczno-fizyczna I matematyczno-przyrodnicza. Nauka w liceum kończyła się egzaminem maturalnym I otrzymywało się świadectwo dojrzałości. Z mojej klasy gimnazjalnej, około ¾ uczniów kontynuowało naukę w liceum na wybranych przez siebie profilach. Reszta albo zrezygnowała z dalszej edukacji, albo poszła do liceów zawodowych, czy- jak moich trzech kolegów do seminariów duchownych.
Gdy znaleźliśmy się w pierwszej klasie gimnazjalnej, reforma szkolnictwa wprowadziła jedenastolatkę. Maturę zdawaliśmy kończąc klasę XI.
W latach 1946-48 byłem harcerzem w drużynie im. S. Czarnieckieg, który działał na terenie naszej szkoły, jednocześnie zająłem się modelarstwem lotniczym w miejscowym aeroklubie, a od 1948r. zacząłem uprawiać szybownictwo, a co w następnych latach zakończyło się uzyskaniem licencji pilota szybowcowego i samolotowego II klasy. Później działając na niwie lotniczej, w latach 1957-59 byłem prezesem aeroklubu częstochowskiego, do którego reaktywowania w 1956r. znacznie się przyczyniłem.
Po małej maturze obrałem w liceum kierunek matematyczno-fizyczny I w 1950r. zdałem dużą maturę. Starałem się o przyjęcie na studia na politechnikę wrocławską na wydział lotniczy, ale mimo, że bardzo zdałem egzamin wstępny, ze względu na przeszłość ojca ( był w armii na zachodzi) nie zostałem przyjęty.
Udało mi się, ponownie zdając we wrześniu egzamin wstępny, dostać się z początku warunkowo, bo dokumenty zatrzymano we Wrocławiu na wydział mechaniczny szkoły inżynierskiej w Częstochowie. Dyplom inżyniera uzyskałem w 1954r. I zostałem zatrudniony w charakterze asystenta.
Po przekształceniu szkoły inżynierskiej w politechnikę częstochowską, w kwietniu 1954r. jako jeden z pierwszej trójki uzyskałem tytuł mgr inż. Mechanika. Pracę na politechnice kontynuowałem aż do emerytury, tak jak do lutego 1998r. ostatnio pracując na stanowisku starszego wykładowcy. W czasie tej pracy pełniłem m.in. funkcje: kierownika laboratorium, kierownika zakładu, zastępcy dyrektora instytutu. Wypromowałem 87 inżynierów i magistrów inżynierów (trzech z nich było laureatami nagród w ogólnopolskich konkursach prac dyplomowych). W latach 1960-61 byłem delegowany do pracy w Iraku, w latach 1978-92 pracowałem na ½ etatu w zakładach: METALCHEM w Opolu i w FAKOP w Sosnowcu w charakterze doradcy naukowo – technicznego. Od 1964 r. Zacząłem zajmować się żeglarstwem, uzyskałem patent sternika jachtowego z poszerzonymi uprawnieniami oraz patent instruktora żeglarstwa. W latach 1975-78 byłem wiceprezesem ds. szkolenia Częstochowskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Przez szereg lat szkoliłem młodzież w ośrodkach żeglarskich. Po przejściu na emeryturę prowadzę trochę zleconych zajęć na Politechnice i działam w zespole redakcyjnym kwartalnika „Politechnika Częstochowska”. Z lotnictwem utrzymuję więzi poprzez Klub Seniorów Lotnictwa przy Aeroklubie Częstochowskim.
Z perspektywy przeżytych kilkudziesięciu lat mogę stwierdzić, że na swej drodze spotkałem więcej ludzi dobrych niż złych, oczywiście z różnymi odcieniami dobra jak i zła, łącznie z odcieniem neutralnym – bezbarwnym.
W pamięci ucznia oceny naszych nauczycieli są bardziej kontrastowe. Jedna grupa – to ludzie wspaniali, których z wdzięcznością wspomina się do końca życia, inni to wprawdzie dobrzy nauczyciele, solidni, ale zacierający się w pamięci zazwyczaj dlatego, że mieli mało zajęć z nami i przez to wydają się bezbarwni, oraz – na szczęście nieliczni – ci o których myśli się krytycznie, a czasem z niechęcią. Opinie te są oczywiście subiektywne, a uczniowie różnych klas różnie zapamiętają profesorów choćby nawet dlatego, że często w równoległych klasach była różna obsada przedmiotów.
Ja szczególnie serdecznie wspominam dyrektora Jana Smolarkiewicza, a z grona profesorskiego – Jana Sołdrowskiego, Jana Sędzimira, Mariana Zawadzkiego, Piotra Marszałka, małżeństwo Konstantego i Helenę Karwanów. Byli to ludzie, którzy nie tylko umieli przekazać wiedzę, ale kształtowali naszą osobowość, nauczyli kochać otoczenie, rozróżniać dobro i zło w postępowaniu wobec innych, a także w stosunku do samego siebie.
Nauczyciele niestety już odeszli, kolegów do wspólnych wspomnień coraz mniej, a człowiek – były uczeń „Traugutta” – ze swymi przemyśleniami i coraz słabszą pamięcią zostaje sam...



Dodaj dane tego absolwenta

Dodaj własny komentarz







Przepisz kod z obrazka:



Copyright© 2007 absolwent.traugutt.net