absolwent.traugutt.net - Portal absolwentów gimnazjum i liceum im. R. Traugutta
Witamy, dzisiaj jest niedziela, 25. lutego 2018.

Małgorzaty Wozniak Wspomnienia z harcerstwa, dodał: Diederen (Woźniak) Małgorzata

Harcerstwo. Wielu ludziom kojarzy się najczęściej z mundurkami, podchodami i żołnierską dyscypliną – rodzaj wojska dla młodzieży. A jeszcze druga połowa lat siedemdziesiątych – toż to była czysto polityczna organizacja, ideologiczne szkolenie przyszłych członków partii komunistycznej, mających prowadzić nas ku świetlanej przyszłości.
Ja pamiętam zupełnie inne harcerstwo.
Byłam wówczas uczennicą II LO im. Romualda Traugutta w Częstochowie, jednej z najlepszych szkół w mieście. Pod dyrekcją profesora Antoniego Drzazgi liceum przeżywało swój złoty okres, miało wielu wspaniałych nauczycieli, chór, zespół Totem oraz prężnie działający szczep harcerski. Jego „szefem” i spiritus movens był profesor Włodzimierz Kolman, człowiek o niezwykłej energii, wyobraźni i własnej wizji tego, czego potrzeba młodym ludziom. Harcerstwo to był pretekst, środek, za pomocą którego pokazywał nam, nastolatkom, co to jest samodzielność, odpowiedzialność, uczciwość, solidarność. Pokazywał nam świat, poszerzał nasze horyzonty, pokazywał, dlaczego warto wędrować po górach, dlaczego warto zwiedzać świat, dlaczego warto mieć pasje, dbać o nie, dlaczego warto czasami upierać się przy swoim.
Czasy nie sprzyjały wtedy takim ludziom. Trzeba było mieć wiele energii, żeby pokonywać -trudności dnia codziennego-. Z dzisiejszego punktu widzenia organizowanie corocznych obozów w Bułgarii i Rumunii było prawdziwą sztuką. Ale jakoś nam się udawało. Trochę przy pomocy rodziców, trochę przy pomocy absolwentów – jednak większość prac wykonywaliśmy sami. Co roku trzeba było przeglądać namioty, naprawiać je, czasami suszyć (w ogrodzie profesora Kolmana, oczywiście). Któregoś razu udało nam się nawet uszyć cały namiot – bo nowego nie mogliśmy kupić. Trzeba było zadbać o zapasy żywności. Tu przydawały się -znajomości-, rodzice pracujący w spółdzielniach spożywców, którzy mogli dla nas odłożyć parę pięciokilowych szynek w puszkach. Na rachunku -stało- co prawda -cukier-, ale kto by się tym przejmował. Dzieci na wakacjach w Bułgarii miały widocznie duży apetyt na cukier (zakupione produkty rozpisywaliśmy na jadłospisy, żeby żadna komisja nie przyczepiła się do nas o malwersacje). Kupienie mąki, ryżu, cukru (od 1976 roku na kartki), makaronu, herbaty i tym podobnych produktów w odpowiednich ilościach wymagało niezrozumiałych dzisiaj akrobacji. I udawało się, w dużej mierze dzięki niespożytej energii profesora, który nigdy nie dawał za wygraną (no, może raz, kiedy nie udało nam się napełnić butli gazowych w NRD, bo miały inne wloty, zaprzyjaźniona firma nie zdołała nam zrobić odpowiednich, mimo wysiłków profesora w tym kierunku). Zabieraliśmy ze sobą wszystko: lampy, żelazka, deski do prasowania, butle gazowe, garnki i gary, a nawet świeże jajka (oj, jak smakowała jajecznica smażona na dworcu we Lwowie, podczas kolejnej przesiadki).
Już sam zakup biletów na pociąg międzynarodowy był wyczynem sportowym. Nagminnie sprzedawano je podwójnie (pracownicy PKP, czy Orbisu zarabiali na tym, brali łapówki i wystawiali 2 bilety na to samo miejsce) lub błędnie je wypisywano. Zdarzało się więc, że staliśmy wieczorem na peronie, a nasz pociąg odjechał rano, lub że mamy do dyspozycji 5 przedziałów na 54 osoby. Zawsze dawaliśmy sobie radę, nikt nie tchórzył i nie chciał wracać do domu. Jechaliśmy dwa dni z siedmioma przesiadkami, opanowaliśmy sztukę wrzucania do wagonu naszych wszystkich bagażów w ciągu 3 minut, spaliśmy po dwie osoby na jednej kuszetce (a pan profesor spędzał całą podróż na rozkładanym foteliku w przejściu), nasze miski i garnki przywiązywaliśmy linkami w toaletach – trzeba było wykorzystać każdą wolną przestrzeń. W końcu przybywaliśmy. Nie siedzieliśmy grzecznie w jednym miejscu, o nie, my przyjechaliśmy zwiedzać, patrzeć, poznawać – Bukareszt, Sofia, klasztory wyciosane w skałach, Constanza, ruiny rzymskiego miasta w Mangalii, Złote Piaski itd itp. Nie mamy pieniędzy na bilety autobusowe w obie strony – to w jedną idziemy piechotą wzdłuż plaży. Pierwszy raz poznajemy smak południa Europy, słońce, ciepłe morze, smak nieznanych warzyw – oberżyny (kto to wiedział, że tego się nie gotuje, tylko smaży), ostrych papryczek chili (kilogram do sałatki wydawał nam się odpowiednia ilością, niestety nie dało się tego zjeść), pysznych bułgarskich kiełbasek z ziołami, dżemu z płatków róży. W NRD zwiedzamy galerię malarstwa w Dreźnie – pierwszy raz na własne oczy można zobaczyć obrazy Rafaela, czy Rembrandta, chodzimy po górach, oglądamy średniowieczne miasteczko Quedlinburg (padał deszcz, a my słuchaliśmy w kościele koncertu Bacha w wykonaniu niewidomego organisty).
Organizacja obozu spoczywa na nas, na samych harcerzach. Jedna ekipa dba o zaopatrzenie, druga o zarządzanie kuchnią, trzecia o prowadzenie finansów – nabywamy doświadczeń, które przydadzą nam się jeszcze niejeden raz w dorosłym życiu. Jakoś nie mamy czasu na szkolenia polityczne i zdobywanie typowych sprawności harcerskich. Nabieramy za to sprawności do dorosłego życia: uczymy się samodzielności, odpowiedzialności, pracy z innymi, ale też życiowego sprytu, dawania sobie rady w nieprzewidzianych okolicznościach.
Takie mieliśmy wakacje, zorganizowane własnymi rękami, w gronie wypróbowanych przyjaciół. Wiele naszych przyjaźni przetrwało do dziś. Nie zawsze udaje się spotykać tak często, porozjeżdżaliśmy się po świecie i Polsce, ale wspomnienia z tych czasów są ważną częścią naszego życia.
A w czasie roku szkolnego? Też nie było nudno. Co roku organizowaliśmy wycieczki w Tatry, zimowiska w Poroninie i – za to do dziś chowam głęboką wdzięczność w sercu dla pana Profesora – prawie co miesiąc wyjazdy na spektakle teatralne do Warszawy lub Krakowa.
Wędrówki po Tatrach – góry, słońce, las, śnieg, wolność, zachwycające piękno przyrody. Wiele osób właśnie wtedy pokochało góry, wędrują do dziś. Porcja zdrowego wysiłku, zmęczenie nagrodzone lodami z Hortexu na Krupówkach. Świat PRL-u był może szary i ponury, ale gór to nie dotyczyło. W gronie zaprzyjaźnionych osób można było dyskutować bez końca o przyszłości, przyszłości Polski, o tym, w co wierzyć, a w co nie, o sensie życia, o planach na przyszłość. Profesor chętnie brał udział w naszych rozmowach, dzielił się swoimi uwagami, spostrzeżeniami, swoimi obawami o naszą przyszłość (forma rozmowy zamieniała się wówczas w formę monologu). W zimie mieszkaliśmy zwykle w Poroninie i na piechotę chodziliśmy do Zakopanego. Nie wszyscy mieli narty, ale wszyscy mogli poznać piękno gór w zimowej szacie, mróz, śnieg, słońce, od samego widoku robiło się weselej na duszy.
Wyjazdy do teatru. Prawie cztery godziny w autobusie w jedną stronę, potem trochę czasu na pobieganie po Warszawie, a potem zmiana stroju (bo do teatru chodzi się w odświętnym ubraniu, to w końcu świątynia sztuki) i do teatru. Regularnie odwiedzaliśmy teatry: Narodowy, Dramatyczny, Mały, Polski, które wystawiały legendarne do dzisiaj przedstawienia. Przedstawienie -Balladyny- Adama Hanuszkiewicza, rola Zbigniewa Zapasiewicza w -Kubusiu Fataliście-, czy Tadeusz Łomnicki w roli głuchego Goyi – to były historyczne wydarzenia, które mogliśmy zobaczyć na własne oczy. Niezapomniane wrażenia. Uczyliśmy się, co to jest sztuka teatru, co można pokazać i przekazać za pomocą teatru, jak ważna jest interpretacja tekstu i porządna sztuka aktorska. Teksty zawierały ukryte przesłania, podwójne znaczenia – uczyliśmy się je odkrywać, rozumieć. To była podstawa do naszych własnych przemyśleń, poszukiwań własnej postawy w życiu. Szczególnie ważna w dobie upadającego komunizmu. Po tylu wrażeniach wracaliśmy jeszcze prawie cztery godziny do domu.
Wszystkie wyjazdy były inicjatywą profesora Kolmana. Zbudował prawdziwą sieć byłych uczniów – harcerzy. W wielu miejscach miał swoich prywatnych przedstawicieli. (Małgośka, chciałbym się wybrać na to przedstawienie -Mewy- z Jandą. Czy możesz mi kupić 54 bilety (to akurat pełny autobus), na sobotę, bo wiesz, w inny dzień nie damy rady). Zazwyczaj nikt nie odmawiał, pamiętaliśmy, ile sami zawdzięczamy takim wyjazdom.
I będziemy pamiętać.

Dodaj własny komentarz







Przepisz kod z obrazka:



Copyright© 2007 absolwent.traugutt.net