absolwent.traugutt.net - Portal absolwentów gimnazjum i liceum im. R. Traugutta
Witamy, dzisiaj jest niedziela, 25. lutego 2018.

Moje wspomnienia na temat harcerstwa, dodał: Gnych Iwona (Wrona)

Moje pierwsze i krótkie wspomnienia dotyczące harcerstwa wiążą się ze szkołą podstawową a właściwie z obozem harcerskim w Wąsoszy po VI klasie.
Natomiast czas pobytu w szkole średniej – LO im. R. Traugutta to już czas wspomnień pełniejszych.
Harcerstwo w Traugucie utożsamiam dziś z naszym ówczesnym szefem, profesorem Kolmanem. Jestem pewna, że wszyscy mieliśmy do niego ogromne zaufanie. W ogóle mam wrażenie, że my, uczniowie Traugutta w latach 70. (ja 74 -78) mieliśmy szczęście do kadry pedagogicznej i jej dyrektora p.Drzazgi.
Wracając jednak do wątku dotyczącego harcerstwa, to muszę przyznać, że nie pamiętam wprawdzie wielu szczegółów, ale o kilku obrazach w pamięci chcę wspomnieć.
Na początek to strój harcerski, który musieliśmy zakładać w każdy poniedziałek (chyba!) i przy innych szczególnych okazjach. A jego kompletność była skrupulatnie sprawdzana. Pamiętam, że krzyż harcerski trzeba było mieć przypięty na wymaganej wysokości nad kieszenią i odpowiednio założony sznur. Do munduru dziewczyny musiały założyć granatową lub czarną spódnicę, chłopaki odpowiednie spodnie, – ale nie dżinsowe!
Na zebraniach pamiętam dominował dialog kolegi Winklera z komendantem Kolmanem – dziś podziwiam cierpliwość profesora wobec niecierpliwej natury Tadka.
Ale najważniejszą rolę w moich wspomnieniach pełnią obozy – szkoda, że byłam tylko na dwóch.
Mój pierwszy obóz, oczywiście z p.Kolmanem, był w Zakopanem. Nie pamiętam innych opiekunów – pamiętam tylko, że po Tatrach wędrowaliśmy -do upadłego- i bez specjalnych dyskusji. Pamiętam wprawdzie, że trochę marudziłam sobie pod nosem(mam wrażenie, że wtórował mi w tym Rafał, syn Komendanta), bo nie mogłam dać sobie czasami rady – nie nadążałam za innymi.
Dziś jednak wiem, że właśnie dzięki tym wyprawom- na przykład na przełęcz Zawrat – bardzo lubię wędrować po górach. Komendant po prostu nie reagował specjalnie na marudzenie – i bardzo dobrze.
No i następny obóz, tym razem do Bułgarii. Zaczęło się nietypowo, bo nie zdążyliśmy na właściwy pociąg (zdaje się, że bileterka coś pokręciła?) i jechaliśmy z przesiadkami, przenosząc oczywiście za każdym razem cały nasz sprzęt turystyczny – namioty, kuchenki, śpiwory, materace i inne bagaże. Dla mnie ta podróż trwała szczególnie długo, bo nie czułam się najlepiej – przed podróżą lub już w trakcie musiałam zjeść coś nieświeżego i cała wyprawa była dla mnie szczególnie dotkliwa. Najważniejsze jednak, że dojechaliśmy szczęśliwie na miejsce – a tu już pamiętam dwóch opiekunów: profesorów Kolmana i Pośpiecha.
Tak się złożyło, że Kom. Kolman powierzył mi i mojej obecnej koleżance Urszuli Guidon (Goszczyńskiej) funkcje szefowych kuchni. Praca nie była ciężka, należało odpowiednio rozdzielać prowianty na posiłki, czasami coś dodatkowo przygotować i dbać o porządek w namiocie gospodarczym. Nie było problemów do momentu ogromnej burzy, podczas której namiot gospodarczy zalało prawie kompletnie. I wtedy nasze funkcje nabrały szczególnego znaczenia. Trzeba było bowiem ratować możliwie najwięcej prowiantu- pamiętam, że było trochę roboty, ale pamiętam też, że Kom. Kolman też z nami pracował. Po burzy i po sprzątaniu zjedliśmy udany posiłek.
Kolejne wspomnienie wiąże się z prof. Pośpiechem a konkretnie z chórem, który prowadził w -Traugucie-. Otóż, gdy byłam w I klasie nie udało mi się zakwalifikować do chóru – na przesłuchanie wybrałam sobie dość trudną piosenkę Miry Kubasińskiej i profesor stwierdził, że się nie nadaję. Trochę mi było przykro z tego powodu i właśnie na tymże obozie w Bułgarii poprosiłam o ponowne przesłuchanie. Okazało się, że śpiewam nieźle i od tej pory w każdy czwartek obowiązkowo spotykaliśmy się na próbach – z tego tez jestem dumna, bo moje zamiłowanie do muzyki rozwinęło się dzięki chórowi.

Dodaj własny komentarz







Przepisz kod z obrazka:



Copyright© 2007 absolwent.traugutt.net