absolwent.traugutt.net - Portal absolwentów gimnazjum i liceum im. R. Traugutta
Witamy, dzisiaj jest niedziela, 25. lutego 2018.

Dziecko w czasie, dodał: Janicki Krzysztof

Lotnisko w Belgradzie. Gdzieś przed kontrolą paszportową odbieram ten dziwny telefon. Profesor Kolman po prawie trzydziestu latach, jak gdyby nigdy nic: czy mogę napisać coś o szkole do kroniki wspomnień. Zakłada, że można mi mówić na ty – to słusznie założenie – oraz że podołam temu ważnemu zadaniu zważywszy -na dobrą opinię jaką miałeś z polskiego- – to już bardziej ryzykowne założenie. To było tak dawno, ale nie mam wątpliwości, z czym mi się ten czas kojarzy:

Child in time. Mocny numer zespołu Deep Purple, sygnał szkolnego harcerskiego radia, w którym zresztą pracowałem czytając komunikaty szkolne. Mało kto już pamięta Deep Purple – pewnie więcej osób słucha np. T-Love lub Formacji Nieżywych Schabuff – kapel, które w tym czasie, na przełomie lat 70-tych i 80-tych, zaczynały grać w Częstochowie, wywodząc się z zaprzyjaźnionych liceów. Większość wydarzeń z życia szkoły i szczepu harcerskiego zaczynała się od fragmentu Child in Time puszczanego przez głośniki w klasach – potem następowały komunikaty informujące społeczność szkolną o najważniejszych wydarzeniach dotyczących życia szkoły. Dziś mówi się na taki sygnał jingle, ale wtedy angielski nie był jeszcze tak powszechny a w szkole go nie było, to nie wiedzieliśmy.

Z tych wydarzeń szczególnie zapadły mi w pamięci obchody święta Trybuny Robotniczej. Duża kiedyś gazeta w milionowym nakładzie, organ partii, śląski odpowiednik Trybuny Ludu. Dziś zostało po niej mniej niż po nagraniach wspomnianych zespołów rockowych, ale wtedy obchody te decydowały o życiu szkoły. Wielka coroczna impreza Trybuny Robotniczej na stadionie wymagała ze strony szkoły wysłania chóru i zespołu tanecznego, które przez cały rok bardzo intensywnie przygotowywały się do tego doniosłego wydarzenia, często nawet kosztem lekcji. Szkoła została podzielona na chór i zespół taneczny według prostego kryterium: kto umiał zaśpiewać bez fałszu gamę, szedł do chóru, reszta do zespołu tanecznego. Postanowiłem nie zaśpiewać poprawnie gamy (nie było zresztą gwarancji że to się uda) mając nadzieję na zatańczenie w parze z sympatyczną koleżanką z innej klasy (i to się akurat udało). Czołowym hitem zespołu tanecznego był utwór pt. -Koza- – monumentalna kompozycja będąca odpowiedzią kierownictwa zespołu na zapotrzebowanie kolektywu dotyczące pokazania zalet folkloru częstochowskiego. Nie jestem pewien, czy taki folklor naprawdę istnieje – na pewno natomiast istnieją rymy częstochowskie. Dowodem jest refren pieśni częstochowskiej -Koza- towarzyszącej na stadionie moim pląsom w stroju kozła, który to refren przypominam sobie z niekłamanym wzruszeniem:
Moja koza beczy
Bo ją bolą plecy

Pamiętam też pierwszą wizytę Papieża w Częstochowie w 1979 – mszę zaplanowaną przed południem, tak że uczniowie nie mogli w niej uczestniczyć, co z pewnością było na rękę systemowi. Włączono więc radio i Child in Time i czytałem szkole komunikat przypominający młodzieży, że obecność w szkole jest obowiązkowa. Po klasach chodził dodatkowo pan i mówił uczniom, że jak pójdą na Jasną Górę, to ich rodzice będą mieć kłopoty ze utrzymaniem dalszego zatrudnienia. Pewnie pan sam by miał ten kłopot gdyby po tych klasach nie chodził... W każdym razie wraz z połową klasy (wydaje mi się nawet, że z tą mniej pobożną połową) udaliśmy się na wagary na mszę z Papieżem. Na szczęście jakoś nie słyszałem, żeby ktoś z rodziców zatrudnienie stracił.

Od czasu do czasu sam stawałem się bohaterem wygłaszanych przez siebie radiowych komunikatów, a to z uwagi na naruszanie dyscypliny szkolnej. W szczególności uciążliwy był dla mnie obowiązek noszenia tarczy szkolnej a jeszcze bardziej obrzydliwego obuwia szkolnego obowiązkowego w owych czasach a zwanego juniorkami. Adidasy, jeśli nawet były wówczas znane, dostępne były tylko w Pewex-ie za dolary (lub bony dolarowe – było też coś takiego) – po przeliczeniu przez kurs czarnorynkowy za cenę odpowiadająca pensji mojego ojca. Z pewnością natomiast adidasy nie były dozwolone jako obuwie szkolne i juniorki –odpowiedź obozu socjalistycznego na adidasy- miały je zastąpić jako uniwersalny i demokratyczny element umundurowania. Obowiązek noszenia juniorek był pilnowany przy wejściu do szkoły przez dyżurnego nauczyciela. Żeby go ominąć (i obowiązek i nauczyciela), często wchodziłem do szkoły przez okno, strategia ta została jednak wkrótce wykryta przez grono pedagogiczne. W związku z tym po sygnale Child in Time cała szkoła mogła usłyszeć przez głośniki teksty w rodzaju:
Uczeń Janicki naruszył dziś dyscyplinę szkoły poprzez próbę ominięcia nauczyciela dyżurnego i wchodzenie do szkoły przez okno. W przypadku powtórzenia się takich incydentów, Grono Pedagogiczne rozważy posunięcia dyscyplinarne z przeniesieniem do innej klasy lub szkoły włącznie.
Na szczęście, równie szanowne co wyrozumiałe grono pedagogicze nie posunęło się do takich środków, mimo sporej powtarzalności wykroczeń – dzięki im za to.

Radio – zwane również radiowęzłem – mieściło się na dole w pomieszczeniach szczepu harcerskiego. Chluba szkoły, raz przyciągnęło nawet telewizję regionalną. W studio wisiał dumnie proporzec szczepu - używałem go zresztą do atakowania mojej koleżanki Magdy w czasie gdy była na antenie, sądząc że to bardzo dobrze wpływa na jej intonację i dodaje jej komunikatom dramatyzmu.

Ciekawe, czy wisi tam dalej? Czy ktoś dalej puszcza Child in Time w szkolnym radio? Po prawie trzydziestu latach wydaje się, że to tylko czas gdzieś pędził, a my dalej zostaliśmy dziećmi...

Sweet child in time you’ll see the line
The line that’s drawn between the good and the bad

Dodaj własny komentarz







Przepisz kod z obrazka:



Copyright© 2007 absolwent.traugutt.net