absolwent.traugutt.net - Portal absolwentów gimnazjum i liceum im. R. Traugutta
Witamy, dzisiaj jest sobota, 23. października 2021.

Wspomnienie o J. Wójcickim, dodał: Janusz Pawlikowski

W piątkowym numerze "Życia Częstochowskiego" (13-15 czerwca 2008) można na str.6 odnaleźć obszerne wspomnienie poświęcone Józefowi Wójcickiemu - jednemu z nauczycieli-legend "Traugutta".

A oto ten tekst w wersji elektronicznej:

WSPOMNIENIE O JÓZEFIE WÓJCICKIM
Nie profesor, lecz ojciec
4 czerwca minęła 14. rocznica śmierci Józefa Wójcickiego, polonisty, pedagoga-legendy, wciąż pamiętanego przez liczne grono wdzięcznych wychowanków. Opowiemy dziś o tym człowieku, jego życiu i o tym, w jaki sposób zapisał się w pamięci.

Przyszedł na świat 7 III 1912 w Pławnie (gm. Gidle). Do gimnazjum chodził w Noworadomsku (obecnie Radomsko), była to prywatna szkoła Stanisława Niemca, z wieloma osobowościami wśród pedagogów, których - co przyznawał - jak magnes przyciągała już Częstochowa, postrzegana jako ośrodek rozwoju intelektualnego. W szkole zaczął pisać wiersze i nawet opublikował je w pismach młodzieżowych.
Ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie wykładowcami były takie sławy jak Kazimierz Nitsch, Stanisław Windakiewicz, Stanisław Pigoń. Promotorem jego pracy magisterskiej był prof. Ignacy Chrzanowski, znany pokoleniom studentów autor "Historii literatury niepodległej Polski". Studia dały mu wszechstronne wykształcenie: znał łacinę, grekę klasyczną, język czeski i niemiecki, a jak się okazało w przyszłości - zdobyta w czasie edukacji wiedza (pewnie za sprawą nauczyciela gimnazjalnego Maksymiliana Brożka) pozwoliła nawet na prowadzenie zajęć... plastycznych.

Pierwsze wspomnienie
W 1934 roku, tuż po studiach Wójcicki znalazł się w Częstochowie. Po pobycie w krakowskim środowisku trafił tu do pracy w Gimnazjum Męskim im. R. Traugutta. I choć Częstochowa z pewnością różniła się klimatem od kochanego przez artystów, studentów i naukowców ośrodka, właśnie w pracy - jak po latach przyznał - odnalazł to coś, na czym twórczemu człowiekowi zależy najbardziej: wspaniały humanistyczny klimat, niezbędny dla rozwoju intelektualnego.
Pierwsze przyjście do pracy w szkole wiązało się z zabawnym dość nieporozumieniem. Oto co pisał o tym zdarzeniu: "...Na pierwszym piętrze kancelaria szkolna, a obok gabinet dyrektora szkoły. Pukam. Po chwili wchodzę do kancelarii. Znad biurka pobiegły w moją stronę dwa miłe spojrzenia; jedno jasno-blond, okraszone szerokim uśmiechem p. Zofii Nawarówny, drugie krucze, z pozoru surowe, ale życzliwe - to spojrzenie p. Natalii Znamierowskiej.
- Proszę, w jakiej sprawie?...
Speszyłem się nieco. Raczej mały, wynędzniały studiami uniwersyteckimi, nie mający na razie żadnych warunków materialnych (perspektywa dwóch lat bezpłatnej praktyki), nie miałem wprost odwagi wyjaśnić o co chodzi.
- Chciałem rozmawiać z panem Dyrektorem
- Jest bardzo zajęty ? pada jak grom zdanie kruczowłosego zjawiska, które działa na mnie jakoś paraliżująco.
Zawstydziłem się jeszcze bardziej
- Bardzo mi przykro, że nie mogę rozmawiać..., to może poczekam..., bo ja muszę się widzieć z panem Dyrektorem.
Jakieś niedowierzające, a jednocześnie filuterne spojrzenie jasnowłosej w moją stronę.
Nabrałem odwagi.
- Proszę pani, ja mam pismo...
- Żadnych miejsc już w szkole nie ma. Lista uczniów zamknięta!
- A jednak...?
I niedługo promień życzliwości pada na moją skołataną głowę.
- Może byłoby jakieś miejsce w klasie szóstej, ale o tym decyduje osobiście pan Dyrektor."
Równolegle z aktywnością zawodową, angażował się w życie kulturalne miasta, w budowę jego środowiska artystycznego, w 1936 r. znalazł się w gronie założycieli grupy "Lit-Ars", pisywał artykuły do jej "Czasopisma Literackiego". Organizował też literackie Programy Teatralne.
W czasie wojny zaangażował się w tajne nauczanie, na kompletach dzielił się z młodzieżą wiedzą historyczną i miał zajęcia z języka polskiego. Prowadził zajęcia w Prywatnym Liceum Żeńskim Sióstr Zmartwychwstanek - uczył tu niemieckiego, był wykładowcą języka polskiego na kursach filozoficznych w Instytucie Paulinów na Jasnej Górze oraz w Studium Humanistycznym, zaś na Tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich w Częstochowie miał ćwiczenia z gramatyki opisowej języka polskiego i z gramatyki języka staro-cerkiewno-słowiańskiego.

Nauczyciel z prawdziwego zdarzenia
Po wojnie od 1945 pracował w Liceum Ogólnokształcącym im. H. Sienkiewicza. W 1951 przeniesiono go do Kłobucka. Wrócił do szkół częstochowskich po interwencji Ministerstwa Oświaty. Do 1972 r., kiedy przeszedł na emeryturę, był nauczycielem w II Liceum Ogólnokształcącym im. R. Traugutta, łącząc przez jakiś czas tę pracę z zajęciami w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych. Tu jednym z jego uczniów był Jerzy Duda, znany później jako Duda Gracz. Często spierali się o artystyczne racje.
? Miał ciekawy sposób prowadzenia zajęć, stosował metodę aktywizującą. Często czytał fragmenty prozy, poezji, a następnie każdy musiał przy tablicy analizować ów tekst. Profesor przysłuchiwał się każdej wypowiedzi uważnie. Pytał dotąd, dopóki nie miał pełnej oceny, że już nic więcej nie uzyska i wtedy na koniec lekcji sam zaczynał interpretację owego tekstu, ukazując nam całą jego złożoność od początku do końca ? wspominał bp Antoni Długosz. - Zawsze surowo oceniał, ktoś, kto uzyskał u niego ocenę dostateczną bądź dostateczną z plusem, uważany był za szczęściarza. Był to bodajże najwyższy stopień uznawany przez profesora i nikomu tej bariery z reguły nie udało się pokonać.
Przed maturami okazywał się jednak człowiekiem o gołębim sercu. Absolwenci często wspominają, jak przed egzaminami maturalnymi profesor zwrócił się do wszystkich: - Kto z was pisze piórem z atramentem niebieskim, to proszę nabrać go z mojego pojemnika. Jak co, to ja tym samym atramentem błahy błąd poprawię.
Uczył oczywiście języka polskiego, ale przez jakiś czas także plastyki.
- Wspaniale malował, szczególnie martwą naturę i pejzaże. Mając takie zdolności potrafił zainspirować i ukierunkować umiejętności plastyczne uczniów. W II semestrze pokazał na lekcjach, jak powstają prace w akwareli - powiedział o nim bp A. Długosz.
W "Traugucie" stworzył "Nasz Świat" - pismo licealistów II LO, faktycznie jednak redagowane przez młodzież całego miasta. Gazetę z ambicjami magazynu twórczości młodej inteligencji, poważnego, profesjonalnego... Kto wie, może w zamysłach z czasem miało ono się stać następcą przedwojennego "Czasopisma Literackiego"? Pierwszy numer ujrzał światło dzienne w listopadzie 1955. Wójcicki pozyskiwał do pracy przy artykułach i ilustracjach ludzi, którzy po latach potwierdzili swe zdolności: Jerzego Dudę (znanego później jako Duda Gracz), Jacka Hohensee - obecnie satyryka, Antoniego Długosza - dziś biskupa. Końcówka istnienia pisma była dość burzliwa. Jak na stronie absolwentów "Traugutta" wspomina syn - Krzysztof Wójcicki, ostatni "Świat Szkolny" ukazał się po awanturze związanej z umieszczeniem na okładce zdjęcia uczestników absolwentów z lat 1920-39 przed Jasną Górą; "poszło też" o użycie w biogramach zmarłych absolwentów słów nazw Katyń i Starobielsk.
Przekonania religijne i niezłomna postawa moralna źle były widziane przez peerelowskie władze i przysparzały mu kłopotów. Jak wspomina bp Antoni Długosz, niechętnie patrzono na to, że jest uczestnikiem mszy św. młodzieżowych w kościele św. Zygmunta, przez wątek religijny w poświęconej Żeromskiemu pracy naukowej uniemożliwiono mu obronę doktoratu. Dobre kontakty z Kościołem pomagały mu jednak w wychowywaniu młodzieży. We wspomnieniach ze swych szkolnych lat Jan Pytel, absolwent jednego z pierwszych powojennych roczników "Sienkiewicza" pisze: "Dzięki temu, korzystając z samochodów ciężarowych Caritasu, zorganizował nam dwie olbrzymie wycieczki krajoznawcze. W klasie trzeciej na trasie: Opole, Wrocław, Wałbrzych, Duszniki i Kraków, a w klasie czwartej na trasie: Łódź, Warszawa, Gdańsk, Kołobrzeg, Szczecin, Poznań. Pozwoliło nam to poznać kawał kraju i ogrom wojennych zniszczeń".
Gdy w mieście powstało Towarzystwo Literackie im. A. Mickiewicza, Wójcicki poświęcił mu swe talenty organizacyjno-naukowo-literackie. Przez szereg lat był współpracownikiem Józefa Mikołajtisa, współzałożyciela i prezesa organizacji, wiceprezesem, a w okresie 1988-1992 prezesem towarzystwa. W wydawnictwach TL im. A. Mickiewicza publikował swe teksty. Spod jego pióra wyszły takie prace jak "Uwagi o wersyfikacji Juliusza Słowackiego" (1961), "O tradycjach i aspiracjach naukowo-literackich Częstochowy" (1964, 1972), "Stefan Żeromski wczoraj i dziś" (1965), "Znaczenie twórczości Henryka Sienkiewicza" (1974). Lecz w pamięci pozostanie jako współautor tomu "Pro Memoria" z opisem częstochowskich nekropolii, wspomnień "Tajne nauczanie w Częstochowie w okresie okupacji 1939-1945" i - oczywiście - współredaktor tomu poświęconego 50-leciu LO im. R. Traugutta.
O ileż uboższy byłby ten tom, gdyby nie lekkim piórem kreślone sylwetki wielu znanych mu nauczycieli, gdyby nie prowadzona przez niego kronika pozwalająca sobie przypomnieć szkolne wydarzenia...
Już na emeryturze Józef Wójcicki uczył w VII Liceum Ogólnokształcącym im. M. Kopernika.
Zmarł 4 VI 1994 w Częstochowie, wśród żegnających go, był m.in. bp Antoni Długosz, któremu przyszło odprawić mszę i nabożeństwo żałobne. Na cmentarzu Kule można na grobie Józefa Wójcickiego często zobaczyć świeże kwiaty od jego byłych uczniów, którzy dziś zajęcia z profesorem odbierają jako szczególne wyróżnienie, dar od losu.
- O profesorze krążyły legendy, znaliśmy go z opowieści starszych kolegów. Od razu ujął nas swoją osobowością, taktem, wiedzą, oczytaniem, a przede wszystkim ciepłym stosunkiem do nas i naszych problemów. Był to wspaniały pedagog, jednym przenikliwym spojrzeniem umiał zażegnać każdy klasowy konflikt. Przy tym potrafił zainteresować nas nawet najbłahszą sprawą - powiedzieli niedawno w rozmowie opublikowanej w "Życiu..." Andrzej Myślin i Marek Herman. ?To był wyjątkowy człowiek, ciepły, dobry i profesjonalista do bólu. Miałam ten zaszczyt być jego uczennicą? ? brzmi internetowy wpis na stronie absolwentów ?Traugutta?, podpisany Ania. Izabela Z. Szulc, dziś profesor psychologii na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver (Kanada) dodaje: - "Był wspaniałym pedagogiem, wymagającym i uczącym niezależnego myślenia, umiejętności analizy i syntezy literackiej i teoretycznej. Uczył pasji, oryginalności i dążenia do prawdy. Miał największy chyba wkład w moją formację intelektualną".
- To nie był profesor, to wspaniały i kochany i kochający ojciec. A na jego grobie wraz z gronem przyjaciół klasowych bywamy kilkakrotnie w roku - napisał także na stronie absolwentów Jan Matyszczak.

(W tekście wykorzystano materiały z internetowych stron absolwentów "Sienkiewicza" i "Traugutta")

Dodaj własny komentarz







Przepisz kod z obrazka:



Copyright© 2007 absolwent.traugutt.net